czwartek, 27 grudnia 2018

~Capitulo 5~ Te Creo

Zdenerwowana, wkurzona, poirytowana -Przymiotniki określające mnie w tamtej sytuacji.
Rozproszona jego zachowaniem dłużej nie wytrzymałam i wyszłam z pokoju.
Trzasnęłam drzwiami i szybkim krokiem udałam się do łazienki.
-Ludmiła coś się stało? -Zapytał Simon w trakcie gdy ja trzasnęłam drzwiami od ubikacji.
-Nie twoja sprawa! -Krzyknęłam opierając się o lustro w pomieszczeniu.
Rozpłakałam się. Zapewne zapytacie ,,Czemu?"
Odpowiedź jest prosta ale i trudna.
Bo to wszystko  co mówił to prawda.
I właśnie to mnie najbardziej bolało! Że tak naprawdę nie potrafię siebie okłamywać...
I tak jestem arogancka,nie miła, chamska, toksyczna, wredna, chorobliwie zazdrosna oraz kocham go. KOCHAŁAM, KOCHAM I BĘDĘ KOCHAŁA!

Spojrzałam na swoje odbicie i otarłam łzy znajdujące się na policzku.
Zamknęłam oczy i ujrzałam jego twarz.
Czekoladowe oczy, włosy postawione na żelu i cudowny uśmiech pełen miłości.
-Daj spokój... Minęły 4 lata a ty dalej o nim myślisz. -Zaczęłam mówić sama do siebie głośno oddychając i chodząc od jednej ściany do drugiej.
-Wyjdziesz tam i powiesz mu, że już nic do niego nie czujesz, że nagracie genialną płytę i dacie z siebie wszystko na tym koncercie. -Kontynuowałam.
Otworzyłam oczy i wyszłam z łazienki. Zobaczyłam stojącą ekipę przy scenie, podeszłam do nich.
-Możesz się cieszyć.Federico zadecydował, że zrywamy umowę. -Powiedział do mnie oschle Simon.
-Co? -Zapytałam zdziwiona.
-To co słyszysz. -Odpowiedział obcy mi mężczyzna. 
Spojrzałam pytająco na Federico a ten tylko wzruszył ramionami.
-Nie! -Podniosłam głos, nagle wzrok wszystkich opadł na mnie. -Znaczy nie chcę robić problemów, powinniśmy odstawić na bok swoje prywatne sprawy i kontynuować te biznesowe. -Powiedziałam znacznie spokojniej.
Po wypowiedzianych słowach mój menadżer z wielkim uśmiechem na twarzy zaczął bić brawo.
-No to świetnie jutro zaczynamy próby -Odparł mój towarzysz.
Spojrzałam na Włocha sztucznie się uśmiechając.

Po kilku godzinach rozmów zakończyliśmy dzisiejszą pracę i rozeszliśmy się do domu.
-Podwieźć cię? -Usłyszałam mojego byłego partnera siedzącego już w samochodzie.
Po krótkim zawahaniu zgodziłam się i weszłam do jego auta.
-Gdzie mieszkasz? -Zapytał.
-Po co ci to wiedzieć?! -Parsknęłam.
-No nie wiem, np żeby ciebie podwieść do domu. -Zaśmiał się na co momentalnie odpowiedziałam uśmiechem.
-No tak. Głupia jestem. -Stwierdziłam spoglądając na niego.
On spojrzał na mnie i położył swoją dłoń na mojej nodze.
Zerknęłam na niego pytająco.
-Słuchaj Ludmiła, chcę abyś wiedziała, że nie sądzę tak jak powiedziałem. Poniosło mnie, po prostu tyle minęło odkąd  byliśmy razem, że nie ma sensu tego ciągnąć. Pogodziliśmy się w tedy i obiecaliśmy sobie, że zostaniemy w dobrych kontaktach mimo wszystko. -Powiedział powoli.

I co ja mam ci powiedzieć!?
To, że moim największym błędem w życiu było zerwanie z tobą?
Albo to, że dalej cię kocham i ciągle o tobie myślę?
Lub może to, że nie mogę z tobą się przyjaźnić, być blisko ciebie bo nie mogę pojąć, że nie jesteś już ze mną i nigdy nie będziesz!?
Ja cię kocham Federico?! Rozumiesz!


Pomyślałam.
Spojrzałam na chłopaka, który był w lekkim szoku.
I w tedy uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz