Spoglądałam ze zdziwieniem na jego ruchy.
Jego pytanie nie dostało odpowiedzi. Nie miałam za bardzo pojęcia co powiedzieć. Gdy stał już przede mną stwierdziłam, że wypadało by się odplątać z tej niezręcznej sytuacji.
-To nie tak. -Rozłączyłam sprzęt przez który wcześniej za dużo wydukałam. -Zdziwiłam się tym i no... Wiesz... -Uśmiechnęłam się.
-Spoko. -Odparł...
Naprawdę??? "SPOKO??" Zamiast powiedzieć "Nic się nie stało Lu, każdemu może się tak zdarzyć" to on parsknął zwykłe SPOKO. Czasami naprawdę nie rozumiem tego człowieka...
Po krótkiej ciszy odezwał się mój menadżer.
-Udajmy się za scenę. Tam ustalimy wszystkie szczegóły. -Bez słowa wyszliśmy z podestu i poszliśmy do pewnego pokoju.
Idąc obok mojego byłego chłopaka co jakiś czas zerkałam czułam się niezręcznie.
Gdy drzwi pomieszczenia się zamknęły usiadłam na krześle i zaczęłam wsłuchiwać się w rozmowę mężczyzn.
-A więc wyjaśnisz mi dlaczego ona kompletnie nic nie wiedziała o tym, że będziemy razem śpiewać na JEJ koncercie, wydamy razem CAŁĄ płytę i zapewne też nie wie, że jutro razem ze mną uda się na galę na wypromowanie nowego albumu?! -Federico podniósł głos spoglądając pytająco na nas obu.
-Że jak?! My wydamy razem płytę!?? -Zdziwiona przestraszyłam się, że będę musiała spędzać miesiące sama z Włochem. W prawdzie jest a raczej był cudownym przyjacielem ale nie umywa mi się przesiedzieć godziny z moim BYŁYM, podkreślam BYŁYM chłopakiem. -A do tego idziemy razem na imprezę? -Dodałam po chwili.
-Oj Lusiu nie denerwuj się tak... Złość piękności szkodzi Skarbeńku. - Simon zaczął prawić mi komplementy... W sumie jak zawsze, lecz tym razem to mi humoru nie poprawiło.
-Simon doskonale zapewne wiesz, że niedawno zerwaliśmy... -Parsknęłam. -Mówiąc niedawno chodzi mi o cztery lata. -Dodałam. Federico zakłopotany tą całą sytuacją usiadł.
-Ale mi to nie przeszkadza Lu... Przecież minęło tak dużo czasu, że zdążyliśmy o sobie zapomnieć.
-Dobrze chłopak gada! -Przerwał mu Meksykanin.
Spuściłam wzrok i zapadłam w ciszę. Postanowiłam się już nie odzywać i zgodzić się na wszystko co powiedzą.
-Simon zostawiłbyś nas we dwoje? -Zapytał po chwili Włoch.
Menadżer potaknął i wysłał nam szczery uśmiech.
Wyszedł z pomieszczenia i zostawił nas samych.
Włoch po chwili klęknął przy mnie i zaczął wpatrywać się we mnie.
-Dlaczego tak bardzo ci przeszkadza to, że mamy razem śpiewać? -Spytał łapiąc mnie za dłoń.
-Nie, że przeszkadza bardziej chyba to, że możemy mieć potem jakieś problemy z naszymi partnerami. No ja na miejscu twojej narzeczonej nie byłabym zadowolona, że mój ukochany będzie śpiewał z byłą dziewczyną piosenkę zapewne o miłości. -Stwierdziłam uśmiechając się a na to chłopak wybuchnął śmiechem.
-Za dobrze cię znam, więc nie wciskaj mi takiego kitu. Proszę cię! -Udając zdziwienie wstałam i zaczęłam chodzić energicznie po pokoju.
-Nie wciskam ci żadnego kitu i nie rozumiem o co ci chodzi! -Podniosłam głos. Chłopak na mój odzew oparł się o ścianę i zaczął wpatrywać się we mnie nie przestając wydawać z siebie odgłosów radości.
-Nie wiesz? To ci zaraz wytłumaczę. -Stwierdził bardziej spokojnie, zatrzymałam się, natomiast on zaczął krążyć wokół mnie. -Doskonale wiem, że się nie zmieniłaś. Wiem, że dalej jesteś arogancka,nie miła, przebiegła, sprytna. Zawsze taka byłaś,jesteś i będziesz. -Zatrzymał się naprzeciw mnie. -I całe życie byłaś chorobliwie zazdrosna. Noi proszę -Klasnął w dłonie -Nie chcesz ze mną śpiewać bo nie wytrzymujesz tego, że takie ciacho jak ja ma narzeczoną i już nigdy nie będzie zamierzało być z TOBĄ -Parsknął podkreślając ostatnie słowo.
-A ja stwierdzę, że całe życie byłeś ogromnie skromny. -Zaśmiałam się. -I nie, nie jestem zazdrosna o jakąś czarnowłosą małpę, która nie dorasta mi do pięt! -Podniosłam głos kładąc rękę na jego klace piersiowej.
-Tak jesteś!
-Nie jestem i daj mi spokój! -Wrzasnęłam. -A z resztą nie mam ochoty nawet z tobą rozmawiać.- Stwierdziłam zbliżając się do drzwi. Gdy już je otworzyłam odwróciłam się w jego stronę. -Ludmiła odchodzi! -Wrzasnęłam trzaskając drzwiami.
______________________________________
W końcu coś dodaje!
Czy ktoś tu jeszcze jest?
Wątpię ale jeżeli jakaś istota ziemska tu kiedyś zajrzy to z okazji 24 grudnia życzę wesołych świąt i spróbuję pisać częściej *^*
Jego pytanie nie dostało odpowiedzi. Nie miałam za bardzo pojęcia co powiedzieć. Gdy stał już przede mną stwierdziłam, że wypadało by się odplątać z tej niezręcznej sytuacji.
-To nie tak. -Rozłączyłam sprzęt przez który wcześniej za dużo wydukałam. -Zdziwiłam się tym i no... Wiesz... -Uśmiechnęłam się.
-Spoko. -Odparł...
Naprawdę??? "SPOKO??" Zamiast powiedzieć "Nic się nie stało Lu, każdemu może się tak zdarzyć" to on parsknął zwykłe SPOKO. Czasami naprawdę nie rozumiem tego człowieka...
Po krótkiej ciszy odezwał się mój menadżer.
-Udajmy się za scenę. Tam ustalimy wszystkie szczegóły. -Bez słowa wyszliśmy z podestu i poszliśmy do pewnego pokoju.
Idąc obok mojego byłego chłopaka co jakiś czas zerkałam czułam się niezręcznie.
Gdy drzwi pomieszczenia się zamknęły usiadłam na krześle i zaczęłam wsłuchiwać się w rozmowę mężczyzn.
-A więc wyjaśnisz mi dlaczego ona kompletnie nic nie wiedziała o tym, że będziemy razem śpiewać na JEJ koncercie, wydamy razem CAŁĄ płytę i zapewne też nie wie, że jutro razem ze mną uda się na galę na wypromowanie nowego albumu?! -Federico podniósł głos spoglądając pytająco na nas obu.
-Że jak?! My wydamy razem płytę!?? -Zdziwiona przestraszyłam się, że będę musiała spędzać miesiące sama z Włochem. W prawdzie jest a raczej był cudownym przyjacielem ale nie umywa mi się przesiedzieć godziny z moim BYŁYM, podkreślam BYŁYM chłopakiem. -A do tego idziemy razem na imprezę? -Dodałam po chwili.
-Oj Lusiu nie denerwuj się tak... Złość piękności szkodzi Skarbeńku. - Simon zaczął prawić mi komplementy... W sumie jak zawsze, lecz tym razem to mi humoru nie poprawiło.
-Simon doskonale zapewne wiesz, że niedawno zerwaliśmy... -Parsknęłam. -Mówiąc niedawno chodzi mi o cztery lata. -Dodałam. Federico zakłopotany tą całą sytuacją usiadł.
-Ale mi to nie przeszkadza Lu... Przecież minęło tak dużo czasu, że zdążyliśmy o sobie zapomnieć.
-Dobrze chłopak gada! -Przerwał mu Meksykanin.
Spuściłam wzrok i zapadłam w ciszę. Postanowiłam się już nie odzywać i zgodzić się na wszystko co powiedzą.
-Simon zostawiłbyś nas we dwoje? -Zapytał po chwili Włoch.
Menadżer potaknął i wysłał nam szczery uśmiech.
Wyszedł z pomieszczenia i zostawił nas samych.
Włoch po chwili klęknął przy mnie i zaczął wpatrywać się we mnie.
-Dlaczego tak bardzo ci przeszkadza to, że mamy razem śpiewać? -Spytał łapiąc mnie za dłoń.
-Nie, że przeszkadza bardziej chyba to, że możemy mieć potem jakieś problemy z naszymi partnerami. No ja na miejscu twojej narzeczonej nie byłabym zadowolona, że mój ukochany będzie śpiewał z byłą dziewczyną piosenkę zapewne o miłości. -Stwierdziłam uśmiechając się a na to chłopak wybuchnął śmiechem.
-Za dobrze cię znam, więc nie wciskaj mi takiego kitu. Proszę cię! -Udając zdziwienie wstałam i zaczęłam chodzić energicznie po pokoju.
-Nie wciskam ci żadnego kitu i nie rozumiem o co ci chodzi! -Podniosłam głos. Chłopak na mój odzew oparł się o ścianę i zaczął wpatrywać się we mnie nie przestając wydawać z siebie odgłosów radości.
-Nie wiesz? To ci zaraz wytłumaczę. -Stwierdził bardziej spokojnie, zatrzymałam się, natomiast on zaczął krążyć wokół mnie. -Doskonale wiem, że się nie zmieniłaś. Wiem, że dalej jesteś arogancka,nie miła, przebiegła, sprytna. Zawsze taka byłaś,jesteś i będziesz. -Zatrzymał się naprzeciw mnie. -I całe życie byłaś chorobliwie zazdrosna. Noi proszę -Klasnął w dłonie -Nie chcesz ze mną śpiewać bo nie wytrzymujesz tego, że takie ciacho jak ja ma narzeczoną i już nigdy nie będzie zamierzało być z TOBĄ -Parsknął podkreślając ostatnie słowo.
-A ja stwierdzę, że całe życie byłeś ogromnie skromny. -Zaśmiałam się. -I nie, nie jestem zazdrosna o jakąś czarnowłosą małpę, która nie dorasta mi do pięt! -Podniosłam głos kładąc rękę na jego klace piersiowej.
-Tak jesteś!
-Nie jestem i daj mi spokój! -Wrzasnęłam. -A z resztą nie mam ochoty nawet z tobą rozmawiać.- Stwierdziłam zbliżając się do drzwi. Gdy już je otworzyłam odwróciłam się w jego stronę. -Ludmiła odchodzi! -Wrzasnęłam trzaskając drzwiami.
______________________________________
W końcu coś dodaje!
Czy ktoś tu jeszcze jest?
Wątpię ale jeżeli jakaś istota ziemska tu kiedyś zajrzy to z okazji 24 grudnia życzę wesołych świąt i spróbuję pisać częściej *^*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz