piątek, 16 lutego 2018

~Capitulo 2~ Algo se enciende ~

Dojechałam...
WRESZCIE!
Po kilkugodzinnej jeździe w końcu dotarłam. 
Weszłam do pokoju hotelowego I położyłam się na łóżku. Byłam cholernie zmęczona...
Przetarłam oczy i włączyłam telefon.
Zaczęłam przeglądać media do momentu kiedy nie dostałam sms-a od mojego menadżera -Simona.
Simon: Ludmi o 15 w miejscu wysłanym w załączniku ;) Nie spóźnij się!!
Głośno odetchnęłam i odpisałam mu.
Ludmila: Okey okey :*********
Spojrzałam na godzinę.
14:15
SStwierdziłam, że mam jeszcze dużo czasu.
Zaglądnęłam w załącznik, był to adres największej we Włoszech areny.
Tam miałam zagrać koncert tydzień później.
Wiem. Bardzo mało czasu do występu...
25 kilometrów.
Nie znam się na drodze itp ale chyba trzeba trochę tam jechać.
Wstałam, otworzyłam walizkę, wyjęłam czarną bomberkę i wyszłam z pokoju. Weszłam do windy po czym wyszłam z hotelu. Samochód już na mnie czekał, ale ja jak zobaczyłam, że po drugiej stronie jest Starbucks musiałam do niego wejść. Rozśmieszyła mnie mina kierowcy gdy zobaczył, że ja zamiast wejść ominęłam samochód, przeszłam przez ulicę i poszłam do kawiarni. Podeszłam do blatu i zamówiłam coffe of the day.
Zapłaciłam i zaczęłam poszukiwać wolnego miejsca by poczekać na ciepły napój.
Gdy znalazłam już je w oczy rzuciła mi się jedna osoba.
Znajoma... A raczej znajomy.
To był Federico...
Mój były... Yhgmm... Otrząsnęłam się i jakby nigdy nic przeszłam koło niego mając nadzieję, że nie zauważy. Lecz moje prośby się nie spełniły.
-Ludmiła? -Ugryzłam wargę, ścisnęłam pięść i się obróciłam.
-Fede... -Powiedziałam przedłużając samogłoski w jego imieniu. On momentalnie wstał i spojrzał mi w oczy.
-Cześć! Co tu robisz? -Zapytał.
-Yy... Ym.. Ja.. Przyszłam na kawę. -Powiedziałam głupio.
-Ym.. Okey. A we Włoszech? -Czemu ja jestem taka głupia? To logiczne przecież, że mu chodziło o to co ja robię we Włoszech! Głupia, głupia, głupia...
-Aaa ! No ja koncert będę miała. -Parsknęłam śmiejąc się. Nastała cisza. Niezręczna cisza. Bardzo niezręczna cisza. Cholernie niezręczna cisza...
Aż po chwili. On.
-A to moja narzeczona! Melanie! -Pokazał na brunetkę. Bardzo ładną brunetkę. Niechętnie podałam jej rękę.
-Cześć jestem Ludmiła.-Sztucznie się uśmiechnęłam.
-Może się dosiądziesz? Dawno nie gadaliśmy. -Już miałam się zgodzić gdy..
-Jedna Coffe of the day ..
-Sorry, muszę iść. Miło było mi waz widzieć. -Obróciłam się i podeszłam do pani. Napisała mi na kubku imię i podała mi cieplutką i pyszniutką kawę.
Otworzyłam drzwi i gdy miałam wyjść on..
-Podam ci mój numer.. Pogadamy, spotkamy się.. -Wręczył mi karteczkę.
-Dzięki. Śpieszę się bardzo, muszę lecieć. Pa ! .Pobiegłam szybko do samochodu wpadłam do niego i kazałam kierowcy jechać. Usiadłam, zapięłam pasy i spojrzałam przez okno popijając kawusię. Zobaczyłam go patrzącego na mnie. Był taki.. Słodki...
Uśmiechnęłam się w tedy gdy samochód pojechał.
Pijąc kawę i wpatrując się w telefon dojechałam na stadion.
Wyszłam z samochodu i wyrzuciłam papierowy kubek.
-Cześć złotko! -Usłyszałam przyjaciela. -Na szczęście się nie spóźniłaś! -Powiedział przytulając mnie.
-Heh.. Na szczęście. -Odparłam odwzajemniając uścisk.
-Mam dla ciebie cholernie złą wiadomość... -Odparł...
_______________________________________
Hej kochani :____)
Nie będę pisała coś w stylu
"Dawno nie pisałam"
bo to już u mnie tradycja.
Ale przynajmniej dobrze, że wogule coś wstawiłam :D


Tak na koniec wspomnę, że zaczęłam na wattpadzie pisać historyjkę.
LINKACZ:
https://www.wattpad.com/story/138573854-nieznany

Może zaglądniecie ^^

Bye Bye !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz